30. RAJD RALAWEN*** DO BUKARESZTU. 2007

 

 

                    PAŁAC  CEAUSESCU                      i                    CENTRUM   BUKARESZTU

 Coroczny rajd do stolicy Europejskiej. Tym razem do BUKARESZTU. .Pora  tradycyjna. Ostatni weekend sierpnia. Pierwszy etap Debreczyn - 800 km.  Sporo uczestników. Jola jedzie na swoim Suzuki GS 500 F, ja na Yamaha FJR.   Jedzie z nami Wacek z Przasnysza na Suzuki V-Stron 650. To jego debiut na długiej, rajdowej  trasie.  Początkowo jedziemy całą grupą, ale w Rumunii zaczyna się hardcore. Na drogach tłok, ludzie wracają z wakacji bo za chwilę początek roku szkolnego. Pełno TIRów.   Pogoda się załamuje: pada lub leje na zmianę, a w nocy rozpętuje się burza.  Grupa się rwie na kawałki.  Jedni się pogubili, drudzy pauzują, nie wszyscy wytrzymują tempo w takich warunkach. Tracimy łączność ze sobą.  To zaczyna być walka o przetrwanie. Noc, deszcz, zmęczenie i długa trasa.


                                                    CYGAŃSKIE "PAŁACE"

Tak wyszło w końcu, że my z Jolą i Wackiem jesteśmy na przodzie rajdu.   Koło północy, gdy rozpętała się burza zatrzymujemy się w jakimś przydrożnym  barze na postój.             Po kilkunastu minutach dołącza do nas Sławek Kanalia.  Po drodze miał wywrotkę na torach tramwajowych. Nic mu się nie stało na szczęście. Mówi, że odłączył się od swojej grupy  (jechał z Tomkiem i Piotrem), gdy zaczęły ich wyprzedzać traktory. Kris złapał gumę,  musiał odpuścić  i nocuje w hotelu.
 Potem dowiadujemy się, że gdy  już późno w nocy Dorota resztką sił prosi Leszka, żeby przerwać jazdę - Leszek odpowiada:  za chwilę się zatrzymam. Trwaj chwilo - jesteś piękna!  Chyba się zgapił, bo stanął dopiero w hotelu w Bukareszcie. Taki roztargniony! Przez 300km.

Grupa kielecko-lubelska dociera o 3.45.  Chłopcy chcą uczcić zwycięstwo. Wypijają wszystko z barków i nawet wodę z kwiatków. Marcin włącza płatny  kanał z dziewczynkami, ale zasypia i nie wyłącza. Przy wyjeździe rachunek 140 EUR. Jak się bawić....                                                                                                                                      Piotr z Tomkiem dojechali akurat na śniadanie, bo dopiero  coś przed ósmą.

To była straszna noc i straszna jazda - do dziś wszyscy ją pamiętamy.  To oczywiście prywata, ale szacun dla Joli.  Dotarła w pierwszej grupie jako jedyna kobieta kierowca,  ja przecież za nią nie prowadziłem - bo byliśmy w dwa motocykle.

Wizyta w ambasadzie bez fajerwerków. Nie wszyscy dotarli.  Część odsypia podróż. Potem zwiedzanie miasta. Obowiązkowo pałac Ceausescu - naprawdę jest ogromny. Podobno zburzył stare miasto, żeby zrobić miejsce pod budowę. Długo się nie nacieszył. Wizytujemy Pałac Sprawiedliwości i kilka innych miejsc. Min. jakąś piwiarnię w fantastycznym wystroju z XIX wieku. Wieczorem spotkanie z miejscowymi prawnikami. Jak zwykle trochę drętwe przez barierę językową. Wystawna kolacja na koszt Piotra - to już standard. Gra cygańska orkiestra. Jest bardzo sympatycznie.

                                                             SYNAGOGA


                                                                       CERKIEW
                                                                    PUB.  BUKARESZT
W niedzielę część osób wraca do Polski, część jedzie do Constancy nad morze.  Sławek, Wacek, Tomek, Marcin, Leszek z Dorotką i ja z Jolą. Obowiązkowe zwiedzanie: synagoga, cerkiew, meczet, siedziba loży masońskiej. Wizyta na plaży i kąpiel na golasa, bo chłopcy nie mieli kąpielówek.  W pewnym momencie nadjeżdża radiowóz, gdy akurat Tomek wyszedł z wody goły, żeby zostawić zegarek.  Nie wiem czego mu brak ale uznali, że nie było obrazy moralności i odjechali.



                                                      KONSTANCA

Potem przenosimy się na północ zobaczyć Deltę Dunaju. Mieszkamy w ładnym hotelu. Organizują nam wycieczkę motorówką. Niezapomniany widok tysięcy pelikanów jak zrywają się do lotu jako biała chmura i znacznie mniejsze stada kormoranów, czapli i innego ptactwa.  Jesteśmy pod wrażeniem. To jeszcze prawdziwa dzika przyroda. Gdzieniegdzie widać jakieś domki, ludzi prawie nie ma. 

                                               PELIKANY W DELCIE DUNAJU

 W powrotnej drodze nocujemy w Bardejovie na Słowacji w hotelu Bell View.  Basen, sauna. Sama nazwa wskazuje, że fajny.   Bardejov ma ciekawy duży, brukowany rynek, podobny do pułtuskiego - tyle, że ze znacznym spadkiem.


                                                 BARDEJOV  RYNEK

Powtarzam się, ale ta podróż do Bukaresztu to był horror, a Delta Dunaju - niezapomniana.

 


Komentarze

  1. Dla porządku - Kris odpuścił, bo nie miał powietrza w tylnym kole i jechał praktycznie na feldze. Zauważył to zresztą Piotr, bo Kris to motocyklowy jełop. Była już noc a oponę naprawiłem dopiero rano, po nocy w motelu i meczu ligi włoskiej obejrzanym z lokalsami.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1