29. PIERWSZY RAZ TOSKANIA ZE SŁAWKIEM "KANALIĄ". 2008

 Na wstępie śpieszę wyjaśnić, że ksywka "Kanalia" nie odzwierciedla cech charakteru jej posiadacza ( w każdym razie nie do końca) , lecz przypadła mu w udziale z uwagi na częste obdarzanie tym epitetem kolegów.  W żartobliwej zresztą formie.

                                                SŁAWEK - KANALIA
 Sławek jest w pewnym sensie moim uczniem, gdyż jak się napije, co czyni bez przykrości - przyznaje, że na tym wyjeździe ze mną,  nauczył się naprawdę jeździć. To dla mnie ogromny komplement, bo Sławek jest jednym z lepszych biegłych z zakresu wypadków drogowych Polsce i do tego jednym z naprawdę nielicznych, którzy ogarniają  zawodowo motocykle. Jego namiętnością jest Jameson - taki singiel  z  Malty. Zawsze się dziwiłem jak prawdziwy Słowianin może pić takie świństwo, ale pod tym względem poniosłem porażkę - nie udało mi się go naprostować.   A przecież Polska to kraj zapewniający wszechstronny rozwój każdemu.  Historyk może się zaprzyjaźnić z Sobieskim, muzyk z Chopinem, zoolog ma Żubrówkę,  rolnik ma Żytnią, członek Samoobrony - Siwuchę, starozakonny - Śliwowicę Paschalną.   Abstynenci - mają przesrane.                                                          Lubię wyprawy w małych składach: dwu lub czteroosobowych. Trzyosobowe gorzej się sprawdzają, bo z reguły robi się towarzysko 2:1.  Pojechaliśmy zatem w dwójkę,               a właściwie jednak w trójkę - bo z Jamesonem.  To największy kumpel Sławka!

Toskania leży z grubsza w północnej części Włoch. Od góry mapy patrząc najpierw są Alpy-Dolomity. Liguria i Toskania. Znakiem szczególnym tej krainy są pagórkowate tereny, cyprysowe aleje prowadzące do starych domostw leżących na wzgórzach.  Mnóstwo zabytków, ciekawych historycznie i architektonicznie miejsc, wspaniała kuchnia włoska, doskonałe wina. A ten się uparł na Jamesona!!!    Nawet grappa - mimo, że też świństwo jest już lepsza.                                                                                                                        Do tego słońce i nieco senna atmosfera małych miasteczek, kawa pita w zacienionych częściach ryneczków i...   I wspaniałe, widokowe drogi. Uwielbiam takie miejsca, gdzie są szybkie zakręty. Szybkie to nie znaczy odpowiednie dla prędkości 200km/h. Dla mnie szybkie to takie, gdzie nie trzeba bez przerwy zmieniać tempa, motocykl leci w pochyleniu, panują dobre warunki i rozkoszujesz się jazdą.  To może być tylko 80km/h - wystarczy.  To właśnie tu!!


Nie lubię natomiast dróg wysokogórskich z ciasnymi serpentynami, gdzie bez przerwy zmiana biegów: jedynaka-dwójka-jedynak-dwójka, gaz-hamowanie-gaz-hamowanie.  Jedynie wspaniałe zazwyczaj widoki,  nagich alpejskich szczytów są w stanie zrekompensować tę szarpaninę, jak np. na drodze do Passo di Stelvio w jej końcowym odcinku.

To chyba Sławek był pomysłodawcą wyprawy, w każdym razie on wynalazł super miejsce do noclegów - u Pani Marii w miejscowości Marlia, koło Lukki.  To są apartamenty w starej  XVIII wiecznej, ogromnej willi.  Pokoje ze stylowym wyposażeniem zarówno w tej willi, jak i w budynkach gospodarskich zaadoptowanych na cele hotelowe. Jest ogród, trochę trawy do dyspozycji, cień - co jest bardzo ważne - i klimatyzowane pokoje. Pani Maria jest Polką, mieszka na stałe w Nowym Yorku bodajże, łatwo się z nią porozumieć ,   a to miejsce należało do rodziny jej męża.

                                                         MARLIA
Z Marli blisko jest do Lukki - kilka kilometrów, stosunkowo blisko (?) do morza ok. 30km, do Cinque Terra, Sieny, Pizzy, nieco dalej do Florencji, Volterry czy San Gimignano.  Na pierwszy pobyt w Toskanii super miejscówka, bo jest co zwiedzać, chociażby na  "drugim biegu"  bez zsiadania z motocykla. Tam jest tyle do zobaczenia, że albo trzeba zrezygnować z jazdy, albo pobieżnie oglądać nie zsiadając z motocykle, ew. z niewielkimi postojami. Wadą miejscówki jest to, że aby dotrzeć do naprawdę fajnych dróg,  trzeba odjechać na południe z 50km i dopiero jest OK - co przy kilkudniowym pobycie na jednej kwaterze, staje się uciążliwe. Na dłuższe, kolejne pobyty raczej polecałbym szukanie noclegu bardziej na południe.

Jedziemy do Włoch na kołach, mamy do przejechania ok. 1600km, trasę dzielimy na dwa dni.  Po drodze pada i nie jest za ciekawie, gdyż zaczyna mną telepać i chyba bierze mnie przeziębienie. Nocujemy gdzieś w okolicach Pragi, zastanawiam się czy w tej sytuacji powinienem jechać dalej.  Do kolacji zamawiam dwie herbaty z poczwórnym rumem i pomaga. Rano jestem jak nowy.

W Monachium zawadzamy o muzeum BMW. Z daleka widać charakterystyczny budynek tzw.  "Czterocylindrowiec" BMW.  Podziemny parking.  To firmowe muzeum więc musi być imponujące.  I jest!   Mnie interesuje głównie dział motocyklowy. Dużo eksponatów, cała historia ich motocykli.   Wiele nowszych motocykli jest przymocowanych do podłogi, aby można na było na nich usiąść. Oczywiście rozbudowany dział samochodowy. Zabytkowe, prototypy, wyścigówki. Stoi elektryczna limuzyna - wtedy jeszcze chyba jako prototyp. Obecne i8 ?   Duże wrażenie robi przestrzenna "rzeźba" ?   auta z zawieszonych na linkach metalowych, błyszczących kulek. Co jakiś czas zmieniają swoje położenie i tworzą inny model auta.  Bomba!      Z galerii widać nowość BMW  GT.  Ale brzydki!  SUV z nadwoziem coupe!   Kto to kupi? Okazuje się, że są chętni i to całkiem sporo.



Dojeżdżamy na miejsce.  Mamy apartament z kuchnią i salonem na dole oraz na górze salonik i dwie sypialnie z jedną łazienką. Razem pewnie ponad sto metrów, za niewielkie pieniądze.  A  jeszcze udaje nam się trochę wytargować, bo to koniec września - czyli trochę po sezonie. Robimy większe zakupy w supermarkecie i zapowiada się dobrze.  Niestety mają Jamesona. Sławek już był w Toskanii, więc będzie przewodnikiem i on proponuje miasta do zobaczenia, a trasy ustalamy wspólnie. 

 Włochy mają jeszcze jedną wspaniałą zaletę. Tu motocyklista jest pełnoprawnym uczestnikiem ruchu, a nawet można mu więcej. Kierowcy aut przyzwyczajeni do oblężenia przez skutery, uważają na motocyklistów i dosyć cierpliwie znoszą nasze najdziksze manewry.                                                                                                                                 Sami też potrafią robić dziwne rzeczy. Auto zaparkowane na pasach, na awaryjnych - bo kierowca wpadł na chwilę na kawę do kafeterii obok - nikogo specjalnie nie dziwi. Najwyżej zatrąbią, żeby się pośpieszył, bo sami za chwilę zrobią to samo.

Policja też dosyć wyrozumiała. Gdy zdarzyło nam się w Lukce wjechać na stare miasto pod zakazem, aby zwiedzać w preferowany przeze mnie sposób  "z dwójki"  - policjant, który to widział, tylko się odwrócił, żeby nas nie krępować? A potem jeszcze się z nim fotografowaliśmy.


Zwykle są problemy w centrum miast z parkowaniem. We Florencji, która jest oblężona przez turystów - to naprawdę wyzwanie. Podjeżdżamy pod samą katedrę  ( duomo  ), żeby wbrew moim zasadom iść dalej z buta.   Cóż - tylko krowa nie zmienia zasad, że zacytuję parafrazując klasyka.  W ciasnej i zacienionej uliczce, która dobiega już do samego placu katedralnego, na zakazie stoi rząd skuterów, ale są jeszcze dwa miejsca - tak na wcisk. Super- akurat dla nas!!!    Patrzę, a w każdym  skuterze za szybą włożony jest mandat za złe parkowanie.  Mam genialny pomysł! Pożyczamy sobie po jednym mandacie ze skuterów i wkładamy za szyby swoich motocykli. Jesteśmy już "ukarani" - więc powinni dać nam spokój. I tak było.  Po powrocie wkładamy je za szyby prawowitym właścicielom - niech się nauczą porządnie parkować!



                                                      FLORENCJA
 Nie będę tu zastępował przewodnika i pominę opisy kolejnych miast. Vinci, Volterra, Siena, P
iza - byliśmy. Ciekawe jest San Gimignano ze swoimi bezużytecznymi wieżami. Mieszczanie budowali tam wieże, które niczemu nie służyły poza ukazaniem potencjału majątkowego właścicieli. Im wyższa - tym bogatszy. W końcu zakazano im tych wyścigów.

                                                                 PIZA

                                                           SIENA
                                                          VOLTERRA
                                               SAN  GIMIGNANO

W Vinci - gdzie urodził się Leonardo Da Vinci jest muzeum, w którym można zobaczyć rekonstrukcje niektórych jego wynalazków.  Szału nie ma. Spodziewałem się, że będzie ciekawsze.

Ale urocze są też małe,  niepozorne miasteczka. W każdym na bank jest coś ciekawego: stary kościół, fajny zaułek, antykwariat, studnia, pomnik.   Każde ma swój klimat.  Zamieszkały do dziś dom z XV wieku nie jest niczym niezwykłym.  Wąskie średniowieczne uliczki, na których nawet motocyklem trudno jest skręcić.                                                  Miło jest w upał, który o tej porze roku (jesień) jeszcze tu panuje - siąść przy kawie,  przy zacienionym stoliku i patrzeć jak wolno płynie tu czas.  Słychać rozmowy, gdzieś bije zegar na wieży kościoła.  Popatrzeć na stłoczone na parkingu dziesiątki skuterów. Stare kobiety w czerni,  albo super laskę z rozwianym włosem na skuterze.            

Trzeba pamiętać o obowiązkowej sjeście tak od 14-15tej do 17-18tej, kiedy wszystko jest pozamykane.  Gdzieniegdzie jedynie można trafić na otwarty bar lub lub kafejkę.       Któregoś dnia przegapiliśmy ten czas i głodni szukamy czegoś do zjedzenia. Trafiamy na degustację oliwy i serów w wielkiej stodole na przedmieściach jakiegoś miasteczka. Na tacy leżą maleńkie kanapeczki do spróbowania. Krążymy po wielkiej sali i zdesperowani             podjadamy te kanapeczki. Jak się zje ich tak ze trzydzieści - od biedy można przeczekać , aż coś otworzą na mieście.

Jesień to dobra pora na wyprawę do Toskanii, gdyż jest już po zbiorach i nic nie zasłania zakrętów oraz doskonale widać charakterystyczne aleje - niektóre kilkusetmetrowe - wysadzane obowiązkowo cyprysami-tujami, prowadzące do starych domostw na wzgórzach. Dominuje barwa jasnobeżowego piaskowca: ziemi, domów, ogrodzeń.      Często zapraszają do wjazdu winiarnie czy oliwiarnie, gdzie można degustować wyroby i zrobić zakupy miejscowych produktów po cenach hurtowych. 

Bardzo miłe wspomnienia w taki jesienny dzień jak dziś.   Kiedy będzie można ponownie to zobaczyć?   Jak się potoczy wszystko z tą cholerną pandemią ? Kiedy pozbędziemy się tych parszywych masek?   Obawy przed wirusem !   Zima dla mnie zawsze była dołująca, ale w tym roku, to już do spodu!

SZEROKOŚCI !!!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1