27. 15.11.2020. ŻEBY ostatni nie był OSTATNI

 Po kilku tygodniach przerwy w jazdach, dziś nareszcie piękny dzień.  Może ostatni w tym sezonie. Kto może wsiada na motor, żeby jeszcze raz nacieszyć się jazdą. Też się wybrałem na przejażdżkę.  12 stopni, chwilami słoneczko.  Kusi droga do szybszej jazdy.  Ale na drogach bocznych, tych które wiodą między polami koszmar. Asfaltu nie widać spod warstwy błota. Z tym jest coraz gorzej. Ciągniki teraz potężne, na wielkich kołach,              z odpowiednio wielkimi bieżnikami  wwożą na jezdnię całe taczki błota.  Zanieczyszczanie jezdni to wykroczenie, ale nie widziałem bo kogoś za to ścigano.  Zatem ostrożnie. .

Mam w pamięci podobny, słoneczny dzień jesienny sprzed kilku lat.  Motocykl już wyczyszczony stał w garażu czekając wiosny. Ale zdarzył się słoneczny dzień i mnie skusiło. Kręciłem się na BMW 800 GS po leśnych i polnych drogach i już wracałem do domu, gdy zawołała mnie fajna dróżka. Uległem, a po chwili łacha kopnego piachu i gleba.  Od razu czułem, że mam uraz lewego barku, bo wyskoczyła mi gula.  To było odludzie, więc pierwsza rzecz - podnieść motocykl, póki jeszcze mogę. Zrzucam kurtkę, bo zrobiło mi się gorąco, podnoszę - udało się i do domu.  W domu już widać, że spuchło i coś z tego lewego barku wystaje - czego nie mam po prawej stronie.  Jola pakuje mnie do auta i do szpitala.  Tam stary lekarz, emeryt bez RTG ocenia, że jest złamanie i trzeba jak najszybciej no ortopedię do Ciechanowa, bo w miarę upływu czasu ścięgna się kurczą i trudno będzie porządnie zestawić. Najlepiej, gdyby operacja była natychmiast.

W Ciechanowie na izbie przyjęć spoko-spoko. Długo trwa spisywanie danych, ubezpieczenia, w końcu wiozą mnie na oddział.  Termin operacji, która powinna odbyć się natychmiast - najwcześniej za cztery dni.  Dzwonię do znajomego z Ciechanowa - do Jarka. Pomóż.  Jest problem, bo jest na żaglach w Grecji.  Ale przypomina sobie:  Andrzej, przecież ja z ordynatorem ortopedii byłem u ciebie w domu kilka tygodni temu.  Zasięgał u ciebie języka na temat przygotowywanej wyprawy do Maroka.  Rzeczywiście, zapomniałem - nawet jesteśmy na ty.  Dzwoni do niego,  po godzinie jest przy moim łóżku. W trybie awaryjnym operacja będzie jutro rano.  Dobre i to.  To moja pierwsza operacja w życiu. Myślałem, że będzie gorzej. Liczę, chyba do 6-ciu i odlatuję.  Po dwóch dniach do domu.  W domu na trzeci dzień stwierdzam, że ze szwu pooperacyjnego wyłonił się drut i wystaje ze skóry na kilka milimetrów.  Jadę do ambulatorium na wizytę. Nie ma tragedii.  Założyłem ci dwa druty - jeden wyjmiemy. Kładzie mnie na kozetkę.  Bierze jakieś chirurgiczne kombinerki i ciągnie.  Ale drut był wcześniej skręcony  i nie daje się zupełnie wyprostować.  Za pierwszym razem ściąga mnie z kozetki ciągnąc za ten drut.  Za drugim razem trzymam się i udaje się go wyjąć.

Dziś też dostaję od Piotrka i Konrada  co pół godziny foty z ich wyjazdu w teren.  Ostatnia z informacją: Kondzio w czasie hamowania, omijając  własnego psa zaliczył glebę i ma coś z barkiem !   Widać to taki jesienny uraz.

Dlatego od tamtego czasu na "ostatniej" w sezonie jeździe staram się uważać, by nie stała się OSTATNIĄ.


Pozdrawiam Wszystkich.  Uważajcie!!!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1