21. ZIMNY KOWAL
Wychowałem się na podwórku otoczonym przez dwa drewniane domy, w których mieszkało kilka rodzin. Między innymi tzw. "zimny kowal" pan K. Zimny - gdyż nie miał paleniska jak na kowala przystało. Był w zasadzie ślusarzem. Dorabiał klucze, lutował lub nitował dziurawe garnki. Zdarzało się , że podkuwał konie. Zawsze żal mi było biednego konia, gdy wbijał mu w kopyto kolejne ufnale - specjalne gwoździe o prostokątnym przekroju, z dużym łbem. Do lutowania używał lutownicy, którą nagrzewał w mieszkaniu, w palenisku kuchni - po czym z nagrzaną biegł przez całe podwórko do swojego warsztatu. Pamiętam wielkie kowalskie imadło, młotki i wiertła do ręcznej wiertarki, które trzymał w okrągłej podłużnej puszce po niemieckiej masce gazowej. Był to bardzo biedny człowiek. Latem zabierał na dwukołowy wózek cały swój warsztat, i wędrował od wsi do wsi i naprawiał co tylko mógł. Był zatwardziałym antykomunistą. Całymi latami, codziennie biegał do swych znajomych dwie ulice dalej słuchać wieczorami Wolnej Europy. Ale gdy kiedyś chcieli od niego pożyczyć pieniędzy - odmówił i stwierdził, że: dziadom nie pożycza. Honorowy. Jak przysłowiowy szklarz - gdy mu szyba upadnie - już się po nią nie schyla! Gdy mój ojciec poprosił go kiedyś, by pomógł mu odpłatnie piłować drzewo na opał odpowiedział, że to wprawdzie nie jego fach ale pomoże, bo będzie okazja porozmawiać. I snuł swoje wizje: - jak wkroczymy do tej Moskwy, to pan będzie dowodził i tylko mówił który, a ja mu z "brałlinga" w łeb i następny. Ot takie "Rozmowy przy wycinaniu lasu".
Tak jak nienawidził komunistów, których utożsamiał głównie z Ruskimi, tak nie wiedzieć czemu był zafascynowany Niemcami, których cenił chyba głównie za to, że zwalczali tych pierwszych. Chociaż nie do końca. Mawiał : za Niemca był porządek! Jak Niemiec zawołał, stawałeś na baczność i jak dał w mordę, to od razu żeś się się nogami nakrył! Dosyć szczególna reklama, ale gusta są różne.
Otóż wprawdzie w tym czasie nie mieszkałem już na tym podwórku - tylko w bloku - ale zajechałem kiedyś do niego tym moim pierwszym BMW, żeby mi coś dokręcił. Oczywiście nie mógł się nachwalić, jaki to motocykl Niemiec wyprodukował i dobrze go zapamiętał.
Po jakimś czasie zajechałem do niego do naprawy "kopniaka" - już od mojego Junaka (o czym nie wiedział), żeby wywiercił mi w nim otwór i na nowo nagwintował. Pan K. wierci tą swoją ręczną wiertarką, a właściwie bormaszyną - bo tak ją nazywał - wierci i poci się - bo to utwardzana część i wiertło nie bardzo ją "bierze" . Ociera pot z czoła i mówi z dumą w głosie, jakby urodził się w Berlinie - zobacz, jak Niemiec coś zrobi, to stal porządna, twarda, żeby służyło na całe lata!
Nie chcąc mu sprawić zawodu, nieśmiało mówię: Panie K., to kopniak od Junaka - to polski motor.
Odpoczął, wierci dalej, trwa to trochę, po czym - ocierając pot z czoła mówi: te skurwysyny komunisty, jak coś zrobią - to, żeby zreperować się nie dało !
Ot, teoria względności po polsku.
Komentarze
Prześlij komentarz