11. JAK BYŁO KIEDYŚ ?
Pod koniec lat siedemdziesiątych japońskie motocykle wywoływały spore zainteresowanie co powodowało, że po zaparkowaniu obok właściciela gromadziła się grupka gapiów. To miło łechtało ego właściciela, ale było też uciążliwe. Każdy widz usiłował pokręcić prawą manetką, żeby sprawdzić : ile ma gazu? co pozostawiam bez komentarza. Odpalenie silnika z rozrusznika wprawiało widzów w orgazm i wołali kumpli z drugiej strony ulicy, żeby to mogli też zobaczyć. Pierwsze japończyki miały też jeszcze kick starter - chyba tak na wszelki wypadek. W końcu na wszelki wypadek nawet ksiądz podobno nosi.. Był on zmyślnie składany tak, że chował się za silnikiem, nie wystawał i nie przeszkadzał. Nawet ja mimo, że miałem pojęcie o motorach, do pierwszej Hondy 400 dokupiłem kick starter bo go brakowało. .
Z reguły zadawano też standardowe pytania, czy jak ma cztery rury - to znaczy, że ma cztery cylindry? Ile pójdzie? Ile ma koni? Odpowiedź, że ma 50 czy 70 KM prawie zawsze prowokowała stwierdzenie; Panie, to nim można orać! Zawsze ! Objechałem pół świata i jako żywo nie widziałem nigdzie by ktoś orał motorem. Nie jestem w stanie pojąć skąd takie stwierdzenie się brało. Może wytłumaczeniem było miejsce urodzenia pytającego. Od wielu lat już tego nie słyszę, bo i motocykle przestały budzić sensację. Człowiek wyda mnóstwo kasy i nawet pies z kulawą nogą nie podejdzie. No, może policjant z fotoradarem ! Ale to już tak nie cieszy, bo zazwyczaj pyta; Panie Andrzeju, a gdzie to się tak śpieszymy???
Komentarze
Prześlij komentarz