Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2024

591. KAMPER cz. 150. SEPARATOR AKUMULATORÓW.

Obraz
Dosyć Maroka. Wracamy do rzeczywistości.     Kamper ma dwa magazyny energii. Jeden - to akumulator w komorze silnika. Drugi   -w postaci zespołu dwóch akumulatorów w kabinie. Pierwszy jest ładowany przez alternator w czasie pracy silnika, czyli praktycznie w czasie jazdy. Drugi w dzień i przy dobrej pogodzie przez solary.  Tylko w pełnym słońcu panele fotowoltaiczne osiągają pełną moc. Przy złej pogodzie ich wydajność drastycznie spada. Są więc okresy,  gdy kamper generuje nadmiar prądu: w czasie długiej jazdy i przy długotrwałym nasłonecznieniu. Są też okresy, gdy jedno źródło ma nadmiar prądu, a drugie niedobór. Rozwiązaniem jest tzw. separator akumulatorów, czyli elektroniczne urządzenie, które pozwala kierować nadmiar prądu z alternatora do akumulatorów kabinowych. Jednocześnie pozwala automatycznie oba zespoły rozłączyć, aby na postoju nie rozładować akumulatora silnikowego.  Oba zespoły akumulatorów muszą być połączone odpowiednio grubym przewode...

590. MAROKO 2024. REFLEKSJE.

Obraz
   Gdy byłem już w domu po  szpitalu, zadzwonił do mnie przejęty moim zdrowiem Leszek. Zwrócił mi uwagę na istotną rzecz. W ostatnich 2 - 3 latach, większość z tzw. "starej gwardii"  miała wypadki: Andrzej - w Kudowej, Marek - w Tomaszowie i gdzieś na Roztoczu, Sławek - w Toskanii, Hubert - w Ameryce Płd., Piotrek - pod Przasnyszem, Radek - w Hiszpanii. Ja teraz w Maroku.  Wynika z tego jeden wniosek: z powodu doświadczenia czujemy się chyba zbyt pewnie za kierownicą - a lata lecą i w naturalny sposób tracimy sprawność. I trzeba to wziąć pod uwagę w przyszłym sezonie. Ja przynajmniej postanowiłem skończyć z rumakowaniem i przejść w tryb: spokojnie i rozważnie. Jak do tej pory jedynie Wojtek i Tomek mieli wystarczająco dużo rozumu by zrezygnować z jazdy motocyklem. Wojtek po niegroźnym w sumie wypadku, a Tomek chyba z uwagi na wiek i sytuację osobistą. Ja zabrałem się natomiast za remont motocykla. Cóż.....          ...

589. NAROKO 2024. SZPITAL dzień 14 - 21. I w domu.

Obraz
    Więc jestem już jedną nogą w domu. Pierwsza noc na sali obserwacyjnej, następne na ogólnej. Tu szpital działa jak kombinat. Moim sąsiadom, którzy co dwa,  trzy dni się zmieniają wycinają laparoskopowo woreczki żółciowe, tarczyce, robią stomie.  W porównaniu z Al Hoceima  - tu się naprawdę dzieje. Pielęgniarki też mają co robić. Tam na moim piętrze były bodajże 24 łóżka -  z czego zajętych było 5 - 6. Tu jest 15 łóżek i z reguły wszystkie zajęte. Mam kolejną, czwartą tomografię i USG, które potwierdzają cofanie się krwiaków w jamie brzusznej. Potem jeszcze jedną tomografię - już piątą. Zalecana roczna ilość to dwie, gdyż napromieniowanie jakie dają jest ok. 100 razy silniejsze niż przy RTG.  Niby wszystko OK, ale nie chcą mnie wypuścić do domu. W końcu jestem  wypisany  "na własną prośbę".  Jola zabiera mnie do domu po równo trzech tygodniach pobytu w szpitalach. Nigdy bym nie przypuszczał, że tyle wytrzymam. Ale tak naprawdę nie miał...

588. MAROKO 2024. SZPITAL dzień 11 - 13. LOT BOMBARDIEREM

Obraz
                                          MÓJ LEKARZ Z  OIOMu    W czwartek pierwsza  nieoficjalna wiadomość:  zabiorą mnie w sobotę - potem druga:  że w poniedziałek. Do poniedziałku nie starczy mi zapasów jedzenia. Przez Huberta kontaktuję się z Monirem, żeby przywiózł mi coś do jedzenia i wodę. I rzeczywiście zjawia się na drugi dzień z reklamówką. Nie chce pieniędzy. Super gość.  W końcu następuje przełom w negocjacjach z Wartą i jest oficjalna informacja: wypisują mnie w sobotę i zabierze mnie specjalny samolot medyczny, który przyleci po mnie z Kolonii w Niemczech do Al Hoceima !!!   W piątek przychodzi do mnie mój lekarz z OIOMu w towarzystwie dwóch pielęgniarzy (czy ochroniarzy), żeby się pożegnać i życzyć mi zdrowia i pomyślnego lotu. W ...

587. MAROKO 2024. SZPITAL. dzień 5 - 10

Obraz
   Dziś dzień oczekiwania na przyjazd Joli i Huberta. Moja cierpliwość wystawiona na ciężką próbę. Wylatują z Modlina wcześnie rano do Barcelony. Tam czekają na lot do Tetuaanu, w Tetuanie wynajmują samochód i muszą dojechać 250km do Al Hoceima, znaleźć nocleg. U mnie są dopiero wieczorem. Na hasło "Polonia". ochroniarz tylko się  uśmiecha i wpuszcza ich na oddział. Wie  o kogo chodzi. Wchodzą do mojej sali. Mamy łzy wzruszenia. Są zmęczeni całodzienną podróżą. Rozmawiamy pół godziny i umawiamy się na rano. Przyniosą mi coś do jedzenia. Od tej pory 3 razy, dziennie mnie odwiedzają donosząc jajka na miękko, posiłki kupowane na mieście - kanapki z kurczakiem, żółty ser, dżem, banany. W międzyczasie usiłują kupić mi coś z ubrań, żebym miał w czym wracać. Udaje się kupić damskie spodnie od dresu odpowiedniej wielkości. Mężczyźni tu wątli raczej, zaś kobiety niekoniecznie. Koszulki bawełniane są poza zasięgiem. Są tylko ze sztucznych włókien, nie nadające się do noszenia....

586. MAROKO 2024. SZPITAAL dzień 3 i 4

Obraz
  Rano przenoszą mnie na salę chorych, do dwuosobowego pokoju, w którym leżę sam.  Jako europejczyk (?), Polak (?) i motocyklista (?) - jestem najwyraźniej atrakcją tego szpitale, w którym jest dosyć pusto. Przychodzą do mnie ochroniarze i pielęgniarki zadając powtarzające się pytania: skąd jestem i jak tu trafiłem. Na hasło: Polska, pada zawsze odzew: Lewandowski. Nawet z ust młodych dziewczyn! Bo cały personel szpitala jest b. młody, tak na oko w wieku 20 - 30 lat. Lekarze koło 40stki. Pielęgniarki b. uczynne, pojawiają się na każde moje wezwanie przy pomocy pilota jakim dysponuję. Przynoszą mi jedzenie, ale ja przez pierwsze dni nic nie jem, tylko piję wodę, czasami spróbuję trochę jogurtu. Czuję się nieco lepiej, ale jeszcze  nie wstaję z łóżka. Drugiego dnia pojawiają się studentki drugiego roku medycyny. Mają tu praktyki. Chodzą stadami po kilka. Najpierw b. poważne i przejęte. Są w białych fartuchach, podobnie jak pielęgniarki mają zasłonięte chustami włosy. Nie no...

585. MAROKO 2024. AL HOCEIMA, SZPITAL -dzień 1 i 2

Obraz
  Miałem  szczęście, że trafiłem do dobrego, nowootwartego szpitala klinicznego w Al Hoceima.  Stosunkowo blisko Tangeru i promu, a nie np. do Merzouga - ok. 1000km od niego. Tam też szpital - o ile byłby - nie miałby takiego zaplecza: aparatury i personelu na poziomie. Od razu się mną zajęto i od razu miałem zrobioną tomografię i RTG dłoni. Wstępne ustalenia: złamane 3 żebra: 5,6 i 7, mała odma w płucu, podejrzenie uszkodzenia śledziony, krwiaki w obrębie jamy brzusznej. Głęboka rana palca wskazującego prawej dłoni i obite oba barki. Mogło być gorzej, chociaż powodu do radości nie ma. Trafiam na odpowiednik OIOM. Pytania skąd jestem, co się stało. I od razu na hasło "Poland" pada odzew: "Lewandowski"  i czuję życzliwość personelu. Jeszcze większą, gdy dowiadują się, że jestem już ósmy raz w Maroku i wymieniam kilkanaście miejsc w których byłem. Mój angielski,  to pewnie ze 20 słówek. Łatwo nie jest. Pomaga mi Radek, który posługuje się nim biegle. Od razu ustal...