435. RUMUNIA II. Dzień 8, 9 + epilog.
To najgorszy etap - jak zwykle. To co było atrakcyjne już za nami, a przed nami upał, a dla mnie prawie 800km do Kocka. Na granicy z Węgrami kolejka. Wkraczamy w strefę Schengen! Niezbyt duża, ale b. wolno idzie. Parę razy zmieniamy ogonek przepychając się do przodu. W końcu bardziej zmotywowana nadjeżdża para na GSie, która toruje nam drogę pod sam szlaban. Na Węgrzech zatrzymujemy się w małym barze żeby coś zjeść, a przede wszystkim napić się kawy. Zagaduje nas miejscowy pijaczek z jednym zębem i koniecznie chce mieć wspólne zdjęcie j.w. Dojeżdżamy do Barwinka. Kilkanaście kilometrów dalej jest stacja benzynowa po prawej stronie, z b. porządną restauracją. Tankujemy i jemy obiad. Za Domaradzem rozjeżdżamy się, bo Jurek leci do Przemyśla, a ja na Rzeszów i Lublin. Droga się dłuży bo jest upalnie. Wkurza mnie awaria tłumienia w głównym amorze. Całą drogę zastanawiam się co się mogło stać. Wycieku nie ma, więc to chyba elektryka; może bezpiecznik (oby!), może przekaźnik. Ok...