Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2023

435. RUMUNIA II. Dzień 8, 9 + epilog.

Obraz
  To najgorszy etap - jak zwykle. To co było atrakcyjne już za nami, a przed nami upał, a dla mnie prawie 800km do Kocka. Na granicy z Węgrami kolejka. Wkraczamy w strefę Schengen! Niezbyt duża, ale b. wolno idzie. Parę razy zmieniamy ogonek przepychając się do przodu. W końcu bardziej zmotywowana nadjeżdża para na GSie, która toruje nam drogę pod sam szlaban. Na Węgrzech zatrzymujemy się w małym barze żeby coś zjeść, a przede wszystkim napić się kawy. Zagaduje nas miejscowy pijaczek z jednym zębem i koniecznie chce mieć wspólne zdjęcie j.w.   Dojeżdżamy do Barwinka. Kilkanaście kilometrów dalej jest stacja benzynowa po prawej stronie, z b. porządną restauracją. Tankujemy i jemy obiad. Za Domaradzem rozjeżdżamy się, bo Jurek leci do Przemyśla, a ja na Rzeszów i Lublin. Droga się dłuży bo jest upalnie. Wkurza mnie awaria tłumienia w głównym amorze. Całą drogę zastanawiam się co się mogło stać. Wycieku nie ma, więc to chyba elektryka; może bezpiecznik (oby!), może przekaźnik. Ok...

434. RUMUNIA II . Dzień 7.

Obraz
  Po raczej skromnym śniadanku ruszamy w drogę. Przejeżdżamy resztę Transalpiny podziwiając widoki. Podobne do Bieszczadzkich - tyle, że jest znacznie wyżej i nie ma lasów. Droga na Transalpinie ma znacznie lepszą nawierzchnię niż Transfogarska. Najgorszą nawierzchnię - przynajmniej miejscami - ma łącznik między obydwoma trasami. Trudy wynagradzają widoki na rzekę i zalew, który jest po prawej ręce. Ale szału nie ma. Po kilkudziesięciu kilometrach rozdzielamy się bo Julian z Gabi jadą do domu na Eger, a my na Satu Mare. Oczywiście wybieramy dłuższą drogę przez Kluż, Huedin i Alesd i na północ do Satu M.  Dużą część trasy jedziemy autostradą, żeby ominąć Kluż. Koło Turda zjeżdżamy, żeby zatankować. Zajeżdżamy na stację benzynową. Nie dość, że mają tylko diesla dla TIRów, to jeszcze ugryzł mnie w łydkę  jeden  dwóch bezpańskich psów, które pogoniły za nami. Mało się tam nie wywaliłem, bo odganiałem nogą psy, a nie miałem jak wyjechać ze stacji - bo stały TIRy i bloko...

433. RUMUNIA II. Dzień 6

Obraz
    Dziś w jadłospisie Transfogarska i pewnie kawałek Transalpiny. Zobaczymy jak będzie szło. Prowadzi Jurek jak zwykle, ale też mamy kłopoty z wyjazdem z miasta.  Gdy w końcu udaje się opuścić Sibiu lecimy drogą na Braszów. Ale  na skrzyżowaniu z drogą 7C Jurek jedzie dalej bo w GPS jako punkt trasy wpisał stację benzynową za krzyżówkami. Jedziemy kilka kilometrów by stwierdzić, że żadnej stacji benzynowej tam nie ma. Wracamy do Transfogarskiej. Na szczęście pogoda dopisuje. Zatrzymujemy się na jednym z parkingów. Julian wypuszcza drona. Potem chce filmować na kolejnym Umawiamy się, że zaczekamy z Jurkiem na górze przy wiadukcie. Tam kłębi się tłum ludzi. Czekamy i czekamy. Atakuje nas parkingowy, żeby zjechać na jego płatny parking.  Więc w końcu ruszamy w dół i wysyłamy SMSa, że zaczekamy na nich gdzieś po drodze w restauracji. Zjeżdżamy na dół, skręcamy w drogę prowadzącą do Transalpiny. Zatrzymujemy się w pierwszej restauracji. Ponownie czekamy długo. W koń...

437. ŚLUB MAGDY I HUBERTA. KREW SIE LEJE !!!

Obraz
   Magda i Hubert z Kielc, po dość długim, bo 11 letnim namyśle Postanowili się pobrać. To nasi wieloletni przyjaciele motocyklowi - stąd opis uroczystości na tym blogu. Wesele w Hotelu Grand w centrum Kielc. Jest okazja spotkać znaczną część towarzystwa motocyklowego:, całą liczną grupę kielecką oraz Sławka z Torunia, Marka z Tomaszowa oraz Marylę i Andrzeja spod Lublina. Szczególnie z Marylą chcieliśmy się spotkać, która kiedyś sama prowadziła motocykle i dawno się nie widzieliśmy. Trudno jej wyjechać z domu bo kocha zwierzęta i zawsze ktoś jej podrzuci, a to konia, a to psa lub kota i trudno je zostawić. Ostatnio ogier, który od 12 lat nie był zainteresowany płcią przeciwną pokrył adoptowaną klacz i dochowali się dwóch źrebaków. Po ślubie przyjęcie weselne w hotelowej restauracji;  było dobre jedzenie, tańce, rozmowy z przyjaciółmi. I wszystko byłoby super, gdyby nie mój pech. Siedzieliśmy w półmroku na tarasie i w pewnym momencie chciałem wejść na salę balową. Niestet...

432. RUMUNIA II. Dzień 5.

Obraz
  Rano zwiedzanie miasta. Na nogach - jak zwierzęta. Cerkiew Świętej Trójcy i katedrę. Proponuję krótką przejażdżkę drogą E 81 biegnącą z północy na południe. Jest malownicza i widokowa, ale bardzo oblężona przez TIRy, które nią przedzierają się przez Karpaty. Malownicza, szczególnie w południowej części, gdyż biegnie wzdłuż rzeki.  Najlepiej jechać z południa na północ, gdyż wtedy rzeka z licznymi skałami i przełomami jest po prawej ręce i lepiej widoczna. Nie możemy wydostać się z miasta, gdyż GPS głupieje i wozi nas wkoło. Zaczyna popadywać. Robimy zakupy w Lidlu, a w międzyczasie pogoda się poprawia i wychodzi słońce. Więc ponownie próbujemy wydostać się z miasta. Jedziemy w dobrą stronę, ale jakąś dłuższą drogą. W końcu wyjeżdżamy na E 81. Po kilkudziesięciu kilometrach zatrzymujemy się na kawę i zawracamy. Julian proponuje zamianę motocykli. Wsiadam na jego GS 1250R w najbogatszej wersji. Jestem zaskoczony zachowaniem GSa w zakrętach. Reaguje na najmniejsze pochylenie ci...

431. RUMUNIA II. Dzień 4

Obraz
   Rano śniadanie hotelowe i w drogę. Rozdzielamy się. Julian z Gabi chcą zobaczyć w Bran zamek Drakuli, a my z Jurkiem jedziemy najpierw do Reghin, potem do Shigishoary. To zabytkowe miasto, porównywane do Carcasonne ( z grubą przesadą). Zajeżdżamy do pizzerii w centrum - tam gdzie zawsze, na mój ulubiony taras. Jurek idzie na pobieżne zwiedzanie, a ja na niego czekam na tarasie. Po powrocie zamawiamy jedzenie. Ja zupę cebulową, która tak bardzo ostatnio mnie smakowała. Klientów nie ma zbyt wielu, ale oczekuję na zamówienie bardzo długo. Jurek się niecierpliwi, bo widać nadciągające ciemne chmury,  a nawet błyski. W końcu, gdy idę aby zrezygnować z zamówienia,  natykam się na kelnera z moją zupą. Jest b. gorąca, staram się jeść szybko byśmy ruszyli przed deszczem. Na wierzchu jest topiony ser, który trzyma ciepło i mimo, że się parzę przy jedzeniu - trochę to trwa. W końcu ruszamy. Tuż za miastem zaczyna padać. Jurek chce się przebierać - ja jestem za tym by jechać....

430. RUMUNIA II . Dzień 3

Obraz
  Rano, niewyspani idziemy na śniadanie. Potem szybkie pakowanie i w drogę. Trasa standardowa: Sapanta i Wesoły Cmentarz. Jest gorąco, w okolicach 30 stopni. Ja siadam przy stoliku w restauracji obok motocykli, reszta idzie na zwiedzanie. Kościół, który stoi na cmentarzu jest już wykończony, wygląda imponująco. Wchodzili do środka trafiając na próbę chóru kościelnego. Ja nawiązuję rozmowę z dwoma motocyklistami z Polski               ( Pawłem i Leo)  przy sąsiednim stoliku. Wracają już do Warszawy po zaliczeniu Transfogarskiej. Wymiana wrażeń, propozycji tras - standard. Ruszamy dalej na Baia Mare, potem na Borsa. Z Borsa do Vatra Dornei. Następnie do Bistrica, gdzie zatrzymujemy się w hotelu Osana. Tym co na wiosnę. Nie mamy rezerwacji, ale miejsca są. Początkowo były planowane dwa noclegi w Bistrica i ew. trasa do Bicaz, ale ostatecznie z uwagi na chęć zaliczenia Transfogarskiej i Transalpiny postanowiliśm...

429. RUMUNIA II dzień 1 i 2

Obraz
  Po kłopotach z "nową" oponą i zamontowaniu używki, jeszcze przed wyjazdem kurier dostarczył nową, właściwą oponę. Ale nie decyduję się już na kolejny montaż. Niech się dzieje - co chce! Ruszam tradycyjnie do Kocka, żeby kolejny dzień i etap był krótszy. W Kocku jestem po 17tej, krótki odpoczynek, przebieram się i jedziemy z Wieśkiem i jego znajomym Jaśkiem do Zajazdu Firlejowe Sioło na kolację. Jasiek jest sporo starszy od nas i Wiesiek "odziedziczył" go jako znajomego jeszcze swego ojca. Starzejemy się wszyscy, staramy się unikać rozmów o zdrowiu - chociaż to niełatwe. W pewnym wieku każdy ma masochistyczną radość w opowiadaniu o swoich dolegliwościach i jeszcze większą sadystyczną w słuchaniu o tym, że bliźniego boli bardziej. Co zrobić. Dobre jedzenie, po dwie pięćdziesiątki i jedziemy do domu. Byliśmy odwiezieni przez Lucynę! Żeby nie było!  Wstaję rano, bo na 12.00 jestem umówiony  na stacji benzynowej BP przed granicą w Barwinku. Droga do Lublina, w Kraśniku...

428. RUMUNIA OD KOŃCA I KAMPEREM DO ....

Obraz
   Trochę w odwrotnej kolejności relacja, ale wydarzenia nabrały tempa. Ostatni etap z Kocka rozpoczynam wcześnie, żeby zdążyć do lekarza w sprawie szczepienia*. Po drodze dociera do mnie wiadomość, że Ewa chora, więc nie jadą z Jolą do Gdańska. Jest za to nowa opcja: pojedziemy do chłopaków do Dworku Dębówko k. Bartoszyc. O 16 tej wizyta u lekarza, zaraz szczepienie przeciwtężcowe, pół godziny obserwacji czy nie dostanę wstrząsu i pakujemy kampera w biegu. Pościel, jakieś kurtki i w drogę. Mamy 160km, a kamper w dalszym ciągu z niesprawnym alternatorem, więc musimy zdążyć przed zmrokiem. Podłączam zasilanie z prostownika i w drogę. Na miejscu okazuje się, że to ogromny, dobrej klasy obiekt i trafiamy na jakieś huczne uroczystości 20 Brygady, która stacjonuje w Bartoszycach. Mamy 16km do granicy. Dopiero teraz dociera do nas jak blisko jest Rosja. Odnajdujemy chłopaków;  Marka z Pawłem, Andrzeja, Sławka i Adama, który już przychował się do grupy. Uroczystość wojskowa na s...