Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2021

120. KŁADKA - PUŁAPKA

Obraz
  W sobotę wybrałem się na wycieczkę: Mława, Działdowo, Iława, Olsztynek, Szczytno, Pisz, Kadzidło, Przasnysz. Trasa ok. 450km. Droga do Iławy niezbyt atrakcyjna. Dalej owszem, już znacznie lepiej. Planowałem wyjazd ok. 5 rano, bo taki ranny wyjazd jest szczególnie przyjemny: niskie światło, które czyni świat ciekawszym. Opadające mgły, duża wilgotność powietrza przy której silnik lepiej pracuje. Powietrze jest gęstsze w związku z tym i silnik jest jakby leciutko doładowany. Ostatecznie wyjechałem przed siódmą, co i tak przyszło mi z trudem. Ale nie o tym. Po drodze trafiłem dwa razy na remonty mostków na niewielkich rzeczułkach. Mosty były całkowicie rozebrane, droga dojazdowa  zatarasowana pryzmą żwiru. Ale zawsze obok jest zrobiona kładka dla pieszych i ew. rowerzystów. Nie chciałem zawracać na objazd, więc zjeżdżam do tej pierwszej kładki. Objazd tej pryzmy żwiru po niewielkim błotku, podjazd na kładkę, zjazd, kawałek pozostałości betonowej mostu, druga część kładki - jest...

116. ALBANIA ... DZIEŃ OSTATNI.

Obraz
  Rano już nie pada, ale jest chłodno i bardzo wieje. Nie czekając na deszcz od razu ubieram się w deszczaki. Dobra decyzja. Wprawdzie nie pada też po drodze, ale chronią mnie przed wiatrem, gdyż z wieje potężnie i nosi mnie z motorem po całym pasie jezdni. Po drodze tankuję i po raz pierwszy na tej wyprawie zakładam matę grzejną. To błogie uczucie, gdy na klacie rozlewa się ciepełko, które w dodatku można regulować. Nie zastąpi tego najcieplejsza odzież. Droga mija bez przygód. Przed południem jestem już w domu bo liczę, że zajadą do nas chłopaki z Rajlawenpisu, którzy nocowali w Jedwabnym, niedaleko Przasnysza. Ostatecznie odwiedzają nas tylko Sławek z Tomkiem. Trasa ok. 300km. PODSUMOWANIE: Ciężka - bo długa - trasa, ale ciekawa. Najmniej emocjonujący jest dojazd do Chorwacji , gdyż z oszczędności czasu jechaliśmy głównie po autostradach - co jak wiadomo jest nużące i nudne.  Chorwacja, szczególnie Jadranka - czyli droga wzdłuż wybrzeża Adriatyku - bardzo ciekawa i mo...

115. ALBANIA ...DZIEŃ 11.

Obraz
  Śniadanie hotelowe na miarę jakości hotelu. Wszyscy chodzą w maseczkach , zdejmują tylko do jedzenia. Intryguje mnie widok nobliwej, starszej pani. Ubrana na czarno, na głowie czarny przezroczysty szal , a na nim maleńki czarny toczek. Wygląda bardzo stylowo. Sądzę, że to Greczynka. Nie wypada mi jej fotografować. Żałuję, że nie wypada. Przy śniadaniu decyzja, której się spodziewałem:  Piotrek i Radek jadą na jeden raz do domu,  najkrótszą trasą.  To jednak ok. 950km. My z Hubertem decydujemy się na dłuższą trasę, ale tylko do Kielc (ok. 750 km).   Zanocuję u Huberta i w niedzielę ruszę do domu      ( +350km) Obaj mamy mniej napięte plany zawodowe i rodzinne, a poza tym chcę przejechać trasę z Kluż do Alesd po szybkich serpentynach, a potem z Alest do Satu Mare w kierunku granicy z Węgrami na północnym wschodzie Rumunii. Pakujemy się.  Piotrek musi pompować koło bo przez noc zeszło sporo powietrza.  Radek z Piotrem ruszają k...

119. ALEŻ PĘDZIMY...

  Jak już wspominałem w tym roku kończę - co ja piszę ? - skończyłem siedemdziesiątką i chciał nie chciał nachodzą mnie refleksje jak szybko świat pędzi do przodu, jak wiele się zmieniło w moim nie najdłuższym przecież życiu. Wychowałem się w Ostrowi Maz., gdzie się urodziłem. Pierwszego mieszkania rodziców nie pamiętam ale drugie już doskonale. Mieszkaliśmy jako lokatorzy w starym drewnianym domu. Trzy pokoje z kuchnią, z których jeden przeznaczony był na ojca pracownię dentystyczną. Rodzice dorabiali się wszystkiego praktycznie od zera ciężką pracą. Ojciec zawsze pracował na dwa pełne etaty: jeden na państwowej robocie, drugi prywatnie w swojej pracowni. Kuchnia i piece opalane drzewem i węglem. Bez bieżącej wody (była wspólna studnia z 50m od domu) i kanalizacji (drewniany wychodek na podwórku). Dom stał przy dużym, wspólnym podwórku z którego korzystali jeszcze mieszkańcy drugiego domu i oficyny. W drewnianej szopie swój warsztat ślusarski miał tzw. "zimny kowal"  (bo nie...

118. KUPOWANIE PALIWA W CZASACH SŁUSZNIE MINIONYCH..

Obraz
  Przy okazji kłopotów paliwowych na  ostatniej wyprawie do Albanii p rzypomina mi się sytuacja odwrotna. Na granicy węgiersko-rumuńskiej z końca lat siedemdziesiątych, gdy Rumunia z powodu  "przejściowych kłopotów z zaopatrzeniem w paliwa" nagle, bez zapowiedzi,  wprowadziła dla turystów sprzedaż benzyny tylko za dolary!!! Również dla tych turystów z demoludów! Przypomnę, że Rumunia miała własne pola naftowe w pobliżu Pitesti i Ploesti. Gdyby komuna była na Grenlandii, pewnie po 20 latach musieliby sprowadzać śnieg. Raz wtedy nasze państwo stanęło na wysokości zadania: przed granicą urzędował przy stoliku pod drzewem polski konsul na Węgrzech i sprzedawał, a właściwie kredytował sprzedaż dolarów naszym rodakom. Po sto bodajże na samochód, a płaciło się po powrocie z urlopu. Ciekawostką było to, że spłacaliśmy je po oficjalnym kursie ok. 3 zł za 1 $, gdy jego czarnorynkowy kurs był ok. 60zł. Przez kolejne lata wwoziło się zapas benzyny na Rumunię w plasti...

114. ALBANIA ...DZIEŃ 10.

Obraz
Jedziemy na Transalpinę.   Jest formalnie jeszcze zamknięta, ale chcemy przynajmniej dojechać do linii śniegu, żeby zrobić film z drona. Droga rzeczywiście zastawiona betonowymi zaporami, ale motocykliści widać już sobie z nią radzili, gdyż na trawie, na łące obok widać ślady opon. Pniemy się do góry. Wyżej śnieg jest - ale tylko na poboczach. Pracują ładowarki, które zbierają śnieg ze zboczy i zrzucają poza drogę. Ekipy drogowców nie próbują nas zatrzymać. Po drodze z przeciwka zjeżdża kilka motocykli. Dojeżdżamy na szczyt. Na jezdni widać liczne, czarne   ślady opon samochodowych i jakieś oznakowania. Widać, że jesienią były tu odcinki specjalne rajdu samochodowego. Zatrzymujemy się na szczycie.  Piotrek wyciąga drona i robi panoramę. Ja z Hubertem ruszamy pierwsi - ma nas sfilmować w czasie zjazdu. Zjeżdżamy w dół, dojeżdżamy do jakieś pustej zupełnie miejscowości wczasowej. Tylko pies nas obszczekuje. Wygląda na to, że zamknięta oficjalnie Transalpina - faktycznie j...

113. ALBANIA ...DZIEŃ 9.

Obraz
  Rano śniadanie. Mówię chłopakom, że wczoraj rzucili na ring biały ręcznik z tym ich powrotem do Serbii.  Chyba ich zabolało.  Dalej nie rozumiem, czemu nie chcieli wczoraj jechać dalej. Wiec wracamy z powrotem do Bułgarii. Oczywiście kilkanaście kilometrów po tym szutrze. Gorąco i kurz. Nie lubię !   Przekraczamy granicę. Jedziemy przez Rodopy. Piękna trasa. Warto było. Przy granicy z Rumunią w Vidin kilkunastokilometrowe kolejki Tirów.  Bożę - co za praca. Może się wszystkiego odechcieć. Kilkadziesiąt godzin czekania; żadnego kibla, baru, na pełnym słońcu! Patrzą na nas z zazdrością jak ich mijamy.  Osobowych aut przed granicą też całkiem sporo. Podpinamy się pod jakąś grupę motocyklistów, która zajęła miejsce w kolejce i czeka na parkingu obok na swoich spóźnialskich. Wpychamy się w kolejkę razem z nimi.   Tym razem kierowcy trochę na nas burczą, bo jeszcze wyprzedzamy tę grupę motocyklistów i walimy pod sam szlaban. Inaczej byłoby ładnych par...

112. ALBANIA...DZIEŃ 8.

Obraz
  Dziś mamy się spotkać z chłopakami.   Zmieniamy tylko miejsce.  Nie w Niś, a znacznie bardziej na południe, gdyż obieramy kierunek:   Bułgaria - Rodopy . Drogi w Macedonii – takie sobie i co do jakości i co do atrakcyjności. Z początku poruszamy się autostradą, bo nie możemy odnaleźć drogi biegnącej obok, ale po kilkunastu kilometrach zjeżdżamy na boczną i jedziemy raz po prawej, raz po lewej stronie autostrady.   Widać, że Macedonia to biedny kraj. Również po cenach.   Chmurzy się, będzie lało.  Po drodze udaje nam się w ostatniej chwili schronić przed potężną burzą z piorunami.  Mała kawiarenka w jakiejś wsi macedońskiej. Właściciel uruchamia dla nas WiFi. Tu zwykle nie ma z tym problemu. Łatwiej o WiFi  w zapadłej dziurze na Bałkanach , niż np.w Austrii. Nawiązujemy łączność z naszymi separatystami i mają  dojechać  tu do nas. W międzyczasie rozpętała się burza z gradem. Mieliśmy szczęście z tą kafejką, bo przez wiele kilome...

111. ALBANIA....DZIEŃ 7.

Obraz
     Rano jeszcze wspólne śniadanie na tarasie hotelu z widokiem na morze, ostatnia dyskusja na temat dalszej trasy i decyzja:  rozdzielamy się. Radek z Piotrem jadą do Teth drogą SH 21, my z Hubertem do Skopje w Macedonii.  Skopje (kiedyś Skopie ) jest stolicą Macedonii, obecnie Północnej . Ale najpierw jedziemy drogą SH 3 nad Jezioro Ochrid. To duże, górskie jezioro z krystalicznie czystą wodą, na którym zbiegają się granice : Macedonii Północnej i Albanii. Dokładnie to chodzi nam o miasteczko Kaneo położone nad jeziorem i  starą, maleńką cerkiew św. Jana Teologa, która jest wizytówką Macedonii i widnieje we wszystkich przewodnikach. Dojeżdżamy do miasteczka, wjeżdżamy pod zakazem ulicami do góry,  w/g drogowskazów prowadzących do cerkwi. Kilku cerkwi. Jest cerkiew w tym miejscu jak w nawigacji, ale nie ta. Robimy jeszcze kilka prób innymi ulicami i dajemy za wygraną. Będziemy mieli dobry powód by przyjechać tu jeszcze raz. Dziś upał nas wyk...