Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2020

35. HAT TRICK: GARDA - STELVIO - GROSSGLOCKNER. V/VI - 2007

 Jeżeli jechaliśmy przez Cieszyn na południe, to zwykle nocleg planowaliśmy w hotelu Gambit . Położony na uboczu, ma restaurację, pokoje ze śniadaniami. Parking. Tym razem wybieramy się tylko we dwójkę z Jolą. Termin: 24.05 - 03.06.2007.  W planie Dolomity. Jola na Suzuki 500, ja na FJR.  Jola na tyle dobrze jeździ, że da radę.  Jedziemy na Wiedeń.   Wiedeń oczywiście omijamy. Jest gorąco, zatrzymujemy się na jakimś kiepskim parkingu po drodze. Obok Turcy sprzedają jakieś kotlety z frytkami.  Smaczne - szczególnie jak się jest głodnym. Wprawdzie za Wiedniem   jest autostrada na Graz , która jest w wiecznym remoncie i która od połowy prowadzi przez góry,  jak na autostradę ciekawa - ale wybieramy zwykłe drogi. Austriackie miasteczka wiosną, pełne kwiatów są takie sympatyczne, że żal byłoby je pominąć. Można się po drodze zatrzymać, na ryneczku wypić kawę ze strudlem, a na obiad zupę gulaszową lub Wiener Schnitzel.  Austriacy lubią dobrze zj...

33. MOJE MOTOCYKLE - MOJA MIŁOŚĆ. 1970 - 2020.

Obraz
Przez moje ręce przez tyle lat przewinęło się sporo motocykli i niektórym chcę poświęcić tu kilka słów. O pierwszych moich motocyklach BMW R 12 i R 11, Junakach,  M 72, K 750, Hondzie 400F i Suzuki 850 GS już pisałem wcześniej. Oczywiście pierwszy motocykl  BMW  R- 12 - jak pierwszą miłość wspominam z największym sentymentem.   Honda 400 - pierwszy japończyk, z uwagi na techniczny dystans jaki dzielił ją od poprzedników - też wspominam z czułością.                              Który z wszystkich pozostałych uważam za najlepszy - nie potrafię powiedzieć.               Każdy miał swoje zalety i wady. Ostatnia miłość to Multistrada i Tiger - każdy na inne okazje. Chociaż doświadczenie mówi,  że każdy jeździ na czym może, a i tak z reguły kończy na dużym...

32. MOTOCYKLE JOLI

Przygoda Joli z motocyklami zaczęła się w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych.  Najpierw jeździła ze mną jako pasażer - ale ile można jeździć z tyłu?                                      Pierwsza była HONDA  REBEL 250 .  Jola nie miała jeszcze prawa jazdy i dla zachęty kupiłem jej małego choppera. Jest osobą niezbyt pokaźnego wzrostu, zatem pierwszym sprzętem musiało być coś przyjaznego, niezbyt ciężkiego, niskiego i o umiarkowanej mocy. Te warunki Honda spełniała doskonale. Jeździliśmy po bocznych drogach. Jola na Rebelce, a ja wtedy za nią na Hondzie XLV 750, którą popularnie nazywa się starą Afryką.  To był endurowy motocykl o super zawieszeniu.  Ponieważ Jolcia jeździła wolno jako nowicjusz -    jechała po asfalcie, a ja dla wyrównania szans i dla fanu - obok po trawiastym poboczu. Drugie było KAWASAKI EN 500  kupione w Zgierzu pod Łodzi...

31. TROCHĘ RODZINNEJ HISTORII, AUTOMOBILIZMU I TECHNIKI.

 Rodzina ojca była stosunkowo zamożna. Dziadek Stefan miał przed wojną w Lipnie fabrykę maszyn rolniczych.  Był człowiekiem zasadniczym, miał słaby kontakt z własnymi dziećmi. Dwukrotnie żonaty, z pierwszego małżeństwa miał dwóch synów: Romana i Artura, z drugiego Tadeusza zwanego w domu Leszkiem, Janinę i Włodzimierza - zwanego w domu Eugeniuszem - mego ojca. Dziadek przez dziesięć lat pracował w USA, gdzie uciekł przed wcieleniem do zaborczego wojska przed pierwszą wojną światową. Wrócił z kapitałem na założenie firmy. Dolary przywiózł w gotówce i opowiadał, że przed powrotem, w banku miał do wyboru: czy chce je w monetach  w złocie , czy w banknotach. Wybrał banknoty - bo zajmowały mniej miejsca.  Po powrocie opowiadał, a znajomi w to nie wierzyli, że np. w Ameryce nie ceruje się skarpet czy nie naprawia butów - tylko dziurawe wyrzuca. Po wielu latach wprawdzie, ale i my doszliśmy do tego poziomu życia - czyli mamy już Amerykę. Przed wojną pracował i oszczędzał - ...

23. INDIE - HIMALAJE. WYPRAWA ŻYCIA. 2011

Obraz
   W Świecie Motocykli znalazłem ogłoszenie o naborze uczestników na wyprawę do Indii .     I to w Himalaje !!!  Takiej ofercie nie można się oprzeć.  Był podany kontakt do Adriana mieszkającego w Warszawie, który zajmował się rekrutacją w Polsce.  Jak się okazało wyprawa była międzynarodowa, a nabór był prowadzony w wielu krajach.                   Brzmi poważnie - co? Adrian okazał się sympatycznym gościem, który już w Indiach bywał. Organizatorem było dosyć tajemnicze biuro zlokalizowane w Indiach, prowadzone przez Niemca i on go tu w Polsce reprezentował.  Bez większego namysłu zdecydowałem się na wyjazd.  Miejsce spotkania - lotnisko w New Delhi . Najpierw lot do Frankfurtu , gdyż z Polski nie było połączeń bezpośrednich.  We Frankfurcie moją uwagę zwrócił młody facet z kaskiem na kolanach, który siedział w terminalu niedaleko mnie. Zagadałem do niego i okazało się, że leci do Ind...